Książka i ja – dorastanie, pełnoletność, dojrzałość – nasza osobista historia

biale pion

Jakby się nie cofać, nie pamiętam kiedy zaczęłam czytać i jaka była moja pierwsza książka. Elementarz był na pewno, ale poza tym mam tylko urywki, niczym naprędce robione zdjęcia: taki dziwny znaczek na kwadratowej książce z tyłu i napis „poczytaj mi mamo”, „Tomek w krainie kangurów” pozklejany taśmą klejącą i rodzice czytający mi do snu, piękne brzegi encyklopedii w kolekcji dziadka i jeszcze piękniejsza kolekcja Sienkiewicza, która stała w domu na półkach. Pamiętam jeszcze stosy książek matematycznych moich rodziców:) Mogę na zawołanie przywołać zapach i kruchy dotyk kartek, często pożółkłych. Moje przebłyski z tego okresu to chyba tylko oglądanie.

Pierwsze wspomnienie, związane z konkretną książką, to szkolne lektury, więc może jednak szkoła się na coś przydaje:) Potem był „Jaś Kowalski, ul. Bajkowa 2” – mam go do dzisiaj! – a scena jak przedłuża sen nie otwierając rano oczu, aż nie będzie to niezbędnie niezbędne, do dziś jest mi bliska w teorii i w praktyce.

balkon

Najwięcej emocji, związanych z książkami, to końcówka podstawówki i szkoła średnia – ach co to był za czas! Czytałam wszystko, mix totalny. A o książki nie było łatwo. Internetu też nie było. Pożyczało się od znajomych, bywało w bibliotece, kupowało na wycieczkach i w antykwariatach. Były horrory – ulubiony Masterton i Herbert – mrrrr (kto czytał wie o czym mowa). Manitou to chyba ze 3 razy czytałam, mamo wybacz – pod kołdrą, z małą lampką. Wycinało się części komiksów z „Świata Młodych”, a później pojawił się uwielbiany do dzisiaj Thorgal – to było naprawdę duże WOW! Ze spuszczoną głową, ze wzrokiem wbitym wstydliwie w buty, przyznaję również, że się eksperymentowało i tak, niestety tak – Harlequiny też były.

Miałam dwa, bardziej pamiętane epizody, jeden z literaturą wojenną, drugi z podróżniczą – Fiedlera przeczytałam niemal całego. To wtedy zaczęła się moja ekscytacja motywem odkrywania światów. Gdyby ktoś dzisiaj przyszedł i powiedział -„lecisz” – poleciałabym, licząc się z zostawieniem na Ziemi wszystkiego za sobą. Może kiedyś skończę moje opowiadanie o tym…

Według obecnej nomenklatury gimnazjum i szkoła średnia, to według mnie najbardziej chłonny, najbardziej otwarty i kreatywny wiek. Człowiek po prostu łyka wszystko, pyta i poszukuje. To w końcu czas eksperymentów, więc czemu nie próbować różnych książek? :>

braz

I co z tego wszystkiego „wyrosło”? Jaka dziewczyna i jaka książka stworzyły związek doskonały? Z całego morza możliwości, z milionów alternatyw, wybrałam SF i fantasy. I naprawdę nie wiem jak i kiedy – to było przeznaczenie i się po prostu dokonało. Na przekór faktom, bo na przykład Lema nie strawiłam, a mimo to miłość do SF nie osłabła. Gdy już wybrałam, czytałam wszystko co tylko udało mi się zdobyć. Uwielbiałam otaczać się książkami, mieć je blisko siebie. Jeśli były moje, pozwalałam sobie zaginać rogi, układać je w różnych ekstremalnych pozycjach, przewozić w torbie na biwak, czytać w powykręcanej formie w autobusie. Książka żyła ze mną, była ze mną i doświadczała tego, co i ja doświadczałam. I tak już między nami zostało.Jakie pozycje pamiętam z tamtego czasu? No cóż… Wiedźmin i Achaja, czytane z wypiekami na twarzy.

Gdy pojawił się na świecie mój syn, czytałam mu nawet, gdy jeszcze był w brzuchu. On nauczył się czytać jeszcze w przedszkolu, a teraz pochłania stronę niemal jednym spojrzeniem. W tym mu nie dorównuję, ale nawet nie mam takich ambicji. Lubię degustować książkę, kartka po kartce. Czasami, gdy bardzo zwiążę się z jakąś pozycją, przedłużam jej czytanie, odkładam na chwilę tuż przed końcem, czytam wolniej – taki syndrom długiego pożegnania.

Podobne książki z moim synem zaczęliśmy czytać gdy miał chyba 12 lat, później były wszystkie identyczne, a teraz, te kilka lat później, nasze drogi znowu się rozchodzą – on wybiera bardziej męskie, twarde, konkretne. Dyskretnie, ale jednak różnimy się w niektórych pozycjach, inaczej również oceniamy te wspólne.

Zdradziłam papier dla czytnika. Długo się opierałam, ale wygoda, wymóg podróży i jeszcze kilka innych kwestii przeważyły szalę. Nadal zdarza mi się sięgać po wersje drukowane, ale jednak elektroniczne wygrywają.

Zdradziłam drugi raz – tym razem dla audiobooka – ale to pozostaje tylko wakacyjną przygodą – gdy się leży na leżaku ze słuchawkami w uszach.

Pojawiły się kręgi przyjaciół nagle czujesz tę nić porozumienia, gdy wiesz, że osoba, z którą rozmawiasz napewno czyta to samo. Zaczynają się wyjazdy i konwenty, długie rozmowy przy winie i jeszcze dłuższe przy kiełbasce na patyku. A potem, nie wiesz kiedy nawet, zupełnie niedostrzeżenie i naturalnie stajesz się „polecaczem”, zdecydowanie nie mylić z recenzentem.

Tracisz niewinność, dojrzewasz, wiesz, że to właśnie jesteś TY, że dokonałeś właściwych dla siebie wyborów. I z tej pewności, z tej radości zakładasz w końcu bloga. To moje jedyne w swoim rodzaju miejsce na ziemi. I nie mam ambicji i pewnie nawet umiejętności, żeby pisać recenzje, więc skromnie polecam, z całego serca i własnego przekonania, te pozycje, z którymi udało mi się przeżyć wyjątkowy czas.

miniatura

Nowym doznaniem było dla mnie osobiste poznanie autorów moich ulubionych pozycji (oczywiście, że na Pyrkonie). To dziwne, ale od tego momentu zupełnie inaczej czytam ich książki. Wdarła się do każdej z nich inna, nieznana dotąd emocja. Czasami gorsza, czasami lepsza, ale nie da się już oderwać jednego od drugiego. Najmocniejsze doznanie było związane z poznaniem autora przed tym, zanim wiedziałam, że to autor i zanim sięgnęłam po jego książkę – i tutaj lepiej trafić nie mogłam – bo i Krzysztof Piskorski i jego pozycja Cienioryt – nie zawiodły w żadnym przypadku. Wspaniały człowiek i bardzo dobra propozycja do poczytania, nagrodzeni później kilkakrotnie. Będę szczęściarą jeżeli jeszcze kiedyś uda mi się przeżyć coś podobnego.

exlibrisSpełniłam marzenie i zrobiłam exlibris z ulubionym symbolem, czyli smokiem. Zamówiłam go u osoby wytwarzającej pieczęcie herbowe. Dla niego to też było nowe, ale chyba pomysł się spodobał:) Jest piękny, dokładny do milimetrowych kreseczek i jest mój i dzięki niemu moje książki są bardziej moje, jest w nich od teraz kawałeczek mnie.

To moja historia – mnie i mojej książki. Dojrzałyśmy obie. Znamy się jak stare konie i bardzo lubimy ze sobą przebywać. A teraz z typową, kobiecą niecierpliwością patrzymy, jaki kolejny etap zgotuje nam los.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Książka i ja – dorastanie, pełnoletność, dojrzałość – nasza osobista historia

  1. Też miałam ostatnio taką refleksję spoglądając na mój regał z książkami, myślałam sobie, że na jednej półce mam książki czytane daaawno dawno, poniżej te sprzed kilku lat i wreszcie te najnowsze. Kocham je wszystkie, bo wszystkie dostarczyły mi przeżyć i emocji 🙂

  2. Przepiękny exlibris! A twój wpis przypomniał mi o tym, że chyba powinnam wziąć się za porządki na półkach, bo szacunek dla książki to rzecz najważniejsza 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s